czwartek, 2 sierpnia 2012

Anoreksja


Sylwia była niegdyś szczęśliwą i popularną dziewczyną. Mogła mieć każdego faceta. Ona jednak wybrała sobie kogoś, kto nie był w jej zasięgu. Jej wybrankiem został Tomek Robiła co mogła, by się mu przypodobać, ale bez skutków. Usłyszała, jak kiedyś szepnął do kolegi, że jest gruba.
Sylwia załamała się. Przestała jeść, a w lustrze cały czas widziała się grubą. Mimo nagłej utraty wagi, Tomek się nią nie interesował, co jeszcze bardziej dobijało dziewczynę i namawiało do chudnięcia. Jej rodzice niezbyt się nią interesowali. Oboje byli pochłonięci pracą w biurze. Jednak pewnego dnia, gdy Sylwia zemdlała przed wyjściem do szkoły, jej matka domyśliła się, co się święci. Szybko zadzwoniła po pogotowie. Dziewczyna nie była w tak złym stanie, by leżeć w szpitalu, ale skierowano ja na oddział psychiatryczny. Jej stan się pogarszał. Pewnego dnia, na staż przyszedł młody lekarz – Łukasz. Wdał się z Sylwią w miłą pogawędkę. To trwało jeszcze przez wiele dni. Jednak zawsze, gdy namawiał ja, by cos zjeść, dziewczyna przypominała sobie o Tomku. Mijały dni, tygodnie, a Sylwia jeszcze bardziej chudła. Wieczorami przychodził do niej Łukasz, co na trochę poprawiało jej humor, jednak potem znowu przychodził kryzys. Lubiła tego chłopaka, ale cały czas pamiętała o Tomku. Któregoś dnia lekarz nie wytrzymał.
-Sylwia kocham cię. Nie mogę patrzeć jak umierasz. Proszę zjedz coś. Zrób to dla mnie.
Powiedział i wyszedł. Sylwia zrozumiała, że nie kocha już Tomka, ale od jakiegoś czasu jej uczucia są skierowane do Łukasza. Obiecała sobie, ze nazajutrz zje obfite śniadanie. Jednak organizm odmówił jej posłuszeństwa. Około trzeciej w nocy dziewczyna dostała ataku serca. Gdy na następny dzień Łukasz się o tym dowiedział załamał się. Załatwił sobie urlop na tydzień. Po czym pojechał do swojej kawalerki. W całym mieszkaniu walały się papiery i książki typu „Jak zwalczać anoreksje?”. Chłopak pozasuwał zasłony położył się w łóżku i leżał. Czas przestał być dla niego ważny. Nie jadł i nie pił. Minęło może kilka dni, może tydzień, gdy Łukasz umarł. A ostatnie słowa, jakie wypowiedział brzmiały: „Nie potrafiłem cię uratować, więc chce umrzeć tak jak ty, kochanie.”

czwartek, 19 lipca 2012

Zazdrość - droga do nikąd



Był ciepły, lipcowy wieczór. Właśnie odbywało się przyjęcie u Marii z okazji jej urodzin. Wszyscy dobrze się bawili, oprócz samej solenizantki, która musiała udawać zadowoloną singielkę wśród wielu szczęśliwych par. Dziewczyna dostrzegła swoją przyjaciółkę oddalającą się ze swoim chlopakiem, który obejmował ją w pasie.
-Łucja, gdzie idziesz? - zapytała Maria z dobrze ukrywaną zazdrością.
-Przejść się. - odpowiedzieli równo zakochani, po czym roześmiali się.
Widząc, że wszyscy są zajęci, Maria postanowiła, że będzie śledzić przyjaciółkę. Tak też zrobiła. Para szła trzymając się za ręce. Rozmawiali i śmiali się. W końcu chłopak wskazał miejsce nad brzegiem jeziora. Pomimo wakacji plaża była pusta. Gdy się zatrzymali Maria schowała się za drzewem i obserwowała. Tymczasem oni stali w milczeniu obserwując krajobraz, który rzeczywiście był piękny. Rozległe jezioro o ciekawym kształcie niemal ze wszystkich stron otaczały drzewa. W błękitnej wodzie odbijało sie zachodzące słońce, co dawało magiczny efekt.
-Wiesz Łucja, jesteśmy ze sobą już całkiem długo i...- Maria zbliżyła się, aby lepiej słyszeć. - Chciałbym cię zapytać, czy wyjdziesz za mnie? - spytał nieśmiało otwierając pudełeczko z błekitnym pierścionkiem.
Oczy Łucji rozbłysły. Dziewczyna rzuciła się w ramiona chłopaka. Wyszeptała "tak" i pocałowała go prosto w usta. Maria nie mogła na to patrzeć. Z płaczem pobiegła do domu.
Wkrótce goście się rozeszli, wychwalając przyjęcie Marii, które samej organizatorce ani troche się nie podobało. Przez całą noc nie zmrużyła oka. Ciągle myślała, dlaczego Łucji się powiodło, a jej nie. Nie traktowala jej już jako przyjaciółkę. W końcu to Maria zawsze miała to, co chciała. Pieniądze, urodę, masę znajomych. Łucja nie była bogata, nawet nie byla ładna, a jednak miala coś, czego Maria nie mogła kupić za żadne pieniądze.
Nazajutrz Maria udała się do Roberta. Wyszukała na domofonie jego nazwisko - Olkowski.
"Łucja Olkowska" - Pomyślała, po czym prychnęła.
-Słucham?
-Hej Robert. Tu Maria . Łucja przysłała mnie tu z czymś  ważnym.
-No to mów.
-Wolałabym nie przez domofon.
-Okej. No to właź. - odrzekł z powątpieniem.
Dziewczyna weszła na górę i zapukała.
-Hej. - odparł niespokojnie Robert.
-Hej. Jesteś sam?
-Tak.
Maria wparowała do mieszkania.
-Może herbaty? - spytał grzecznie Robert.
-Wolalabym coś mocniejszego, ale niech będzie. - odpowiedziała z zalotnym uśmiechem.
Maria zalecała się do Roberta, ale on nie reagowal.
-Z czym przysłała cie Łucja? - spytal Robert, wymawiając imię dziewczyny niemal ze czcią, co bardzo zdenerwowało Marię.
-Po prostu kazała ci powiedzieć, że nie jest jeszcze gotowa na ślub.
-Kłamiesz.
-Niby dlaczego?
-Od wczoraj z tobą nie rozmawiała. Wiem to, bo wyszła pięć minut temu. Dosłownie przed twoim przyjściem.
-Spotkałam ją. Właśnie przechodziłam niedaleko i...
-To niemożliwe. Wracała samochodem. Rozumiem, ze jesteś zazdrosna Mario, ale...
Dziewczyna nie pozwoliła mu dokończyć. Chwyciła nóż z kuchennego blatu i wbiła chłopakowi prosto w serce, po czym wybiegła z mieszkania.
Nazajutrz sprawą zajęła się policja. Marię obudziło pukanie do drzwi. Pospiesznie się ubrała i otworzyła. W drzwiach stanęła zapłakana Łucja. Maria nakazała jej wejść. Łucja usiadła przy stole i dlugo milczała.
-Wiesz co się stało?
-Nie. - Maria odwróciła wzrok. Wiedziała, co zaraz nastąpi. Dowie się o swoim czynie od najbliższej ofiarze osobie, tym samym swojej przyjaciółki. Jednak ani trochę nie żałowała.
"Niech wie jak to jest" - pomyślała.
-Ktoś zabil Roberta. - powiedziała z bólem, po czym nastąpiła fala wyrzeczeń. -Moglibyśmy być tacy szczęśliwi. Oświadczył mi się, wiesz?
Wiedziała aż za dobrze. Nie chciała tego słuchać, ale Łucja nie przestawała mowić, choć zwykle nie była skłonna do wyrzeczeń.
-To ja go zabiłam. - przerwała jej Maria, patrząc dziewczynie prosto w oczy. Była przy tym taka poważna, ze Łucja od razu jej uwierzyła.
-Dlaczego? - zdołała wyszeptać.
-A myślisz, ze fajnie jest, gdy wszyscy wokół są ze sobą szczęśliwi.
-To jest twój powód? - z oczu Łucji emanował gniew, lecz ton jej głosu był nadto spokojny. - Byłyśmy przyjaciółkami, pamiętasz? Ufałam ci. Nie byłaś sama. Miałaś mnie. A teraz nie masz nikogo.
Marię pierwszy raz dotknęły wyrzuty sumienia.
-Donieś na mnie na policje, albo zabij na miejscu. Proszę.
-Nie Mario. Zazdrość cie zniszczyła. Zasługujesz na to, aby z tym żyć. - Łucja wstała i wybiegła.

Pomimo obietnic Łucji sprawa trafiła do sądu. Maria została uznana za niepoczytalną. Nie wytrzymała psychicznie. Przeżyła kilka prób samobójczych. Ostatecznie wylądowała na oddziale psychiatrycznym.
Łucja natomiast żyła samotnie. Nie potrafiła już nikogo pokochać tak jak Roberta. Dziewczyna samotnie znosiła żałobę do końca swych dni, a pochowano ją z błękitnym pierścionkiem na serdecznym palcu, pod nazwiskiem "Łucja Olkowska".

Witajcie!

Założyłam tego bloga z myślą o opublikowaniu moich opowiadań. Mam nadzieję, że będą się wam podobać. Zwykle będę pisać o przyjaźni i miłości, ale też o ważnych aspektach życia. Czasem będę robić konkursy dla obserwatorów, itp. 
No ale nie będę was zanudzać. Jeśli będziecie chcieli, sami zobaczycie, jak będzie działał ten blog i o czy będą moje opowiadania.
Zapraszam do czytania.