Był ciepły, lipcowy wieczór. Właśnie odbywało się przyjęcie u Marii z
okazji jej urodzin. Wszyscy dobrze się bawili, oprócz samej solenizantki, która
musiała udawać zadowoloną singielkę wśród wielu szczęśliwych par. Dziewczyna
dostrzegła swoją przyjaciółkę oddalającą się ze swoim chlopakiem, który
obejmował ją w pasie.
-Łucja, gdzie idziesz? - zapytała Maria z dobrze ukrywaną zazdrością.
-Przejść się. - odpowiedzieli równo zakochani, po czym roześmiali się.
Widząc, że wszyscy są zajęci, Maria postanowiła, że będzie śledzić
przyjaciółkę. Tak też zrobiła. Para szła trzymając się za ręce. Rozmawiali i
śmiali się. W końcu chłopak wskazał miejsce nad brzegiem jeziora. Pomimo wakacji
plaża była pusta. Gdy się zatrzymali Maria schowała się za drzewem i obserwowała.
Tymczasem oni stali w milczeniu obserwując krajobraz, który rzeczywiście był
piękny. Rozległe jezioro o ciekawym kształcie niemal ze wszystkich stron
otaczały drzewa. W błękitnej wodzie odbijało sie zachodzące słońce, co dawało
magiczny efekt.
-Wiesz Łucja, jesteśmy ze sobą już całkiem długo i...- Maria zbliżyła się, aby lepiej słyszeć. - Chciałbym cię zapytać, czy wyjdziesz za mnie? - spytał nieśmiało otwierając pudełeczko z błekitnym pierścionkiem.
-Wiesz Łucja, jesteśmy ze sobą już całkiem długo i...- Maria zbliżyła się, aby lepiej słyszeć. - Chciałbym cię zapytać, czy wyjdziesz za mnie? - spytał nieśmiało otwierając pudełeczko z błekitnym pierścionkiem.
Oczy Łucji rozbłysły. Dziewczyna rzuciła się w ramiona chłopaka.
Wyszeptała "tak" i pocałowała go prosto w usta. Maria nie mogła na to
patrzeć. Z płaczem pobiegła do domu.
Wkrótce goście się rozeszli, wychwalając przyjęcie Marii, które samej
organizatorce ani troche się nie podobało. Przez całą noc nie zmrużyła oka.
Ciągle myślała, dlaczego Łucji się powiodło, a jej nie. Nie traktowala jej już
jako przyjaciółkę. W końcu to Maria zawsze miała to, co chciała. Pieniądze,
urodę, masę znajomych. Łucja nie była bogata, nawet nie byla ładna, a jednak
miala coś, czego Maria nie mogła kupić za żadne pieniądze.
Nazajutrz Maria udała się do Roberta. Wyszukała na domofonie jego
nazwisko - Olkowski.
"Łucja Olkowska" - Pomyślała, po czym prychnęła.
-Słucham?
-Hej Robert. Tu Maria . Łucja przysłała mnie tu z czymś ważnym.
-No to mów.
-Wolałabym nie przez domofon.
-Okej. No to właź. - odrzekł z powątpieniem.
Dziewczyna weszła na górę i zapukała.
-Hej. - odparł niespokojnie Robert.
-Hej. Jesteś sam?
-Tak.
Maria wparowała do mieszkania.
-Może herbaty? - spytał grzecznie Robert.
-Wolalabym coś mocniejszego, ale niech będzie. - odpowiedziała z
zalotnym uśmiechem.
Maria zalecała się do Roberta, ale on nie reagowal.
-Z czym przysłała cie Łucja? - spytal Robert, wymawiając imię
dziewczyny niemal ze czcią, co bardzo zdenerwowało Marię.
-Po prostu kazała ci powiedzieć, że nie jest jeszcze gotowa na ślub.
-Kłamiesz.
-Niby dlaczego?
-Od wczoraj z tobą nie rozmawiała. Wiem to, bo wyszła pięć minut temu.
Dosłownie przed twoim przyjściem.
-Spotkałam ją. Właśnie przechodziłam niedaleko i...
-To niemożliwe. Wracała samochodem. Rozumiem, ze jesteś zazdrosna
Mario, ale...
Dziewczyna nie pozwoliła mu dokończyć. Chwyciła nóż z kuchennego blatu
i wbiła chłopakowi prosto w serce, po czym wybiegła z mieszkania.
Nazajutrz sprawą zajęła się policja. Marię obudziło pukanie do drzwi.
Pospiesznie się ubrała i otworzyła. W drzwiach stanęła zapłakana Łucja. Maria
nakazała jej wejść. Łucja usiadła przy stole i dlugo milczała.
-Wiesz co się stało?
-Nie. - Maria odwróciła wzrok. Wiedziała, co zaraz nastąpi. Dowie się
o swoim czynie od najbliższej ofiarze osobie, tym samym swojej przyjaciółki.
Jednak ani trochę nie żałowała.
"Niech wie jak to jest" - pomyślała.
-Ktoś zabil Roberta. - powiedziała z bólem, po czym nastąpiła fala
wyrzeczeń. -Moglibyśmy być tacy szczęśliwi. Oświadczył mi się, wiesz?
Wiedziała aż za dobrze. Nie chciała tego słuchać, ale Łucja nie
przestawała mowić, choć zwykle nie była skłonna do wyrzeczeń.
-To ja go zabiłam. - przerwała jej Maria, patrząc dziewczynie prosto w
oczy. Była przy tym taka poważna, ze Łucja od razu jej uwierzyła.
-Dlaczego? - zdołała wyszeptać.
-A myślisz, ze fajnie jest, gdy wszyscy wokół są ze sobą szczęśliwi.
-To jest twój powód? - z oczu Łucji emanował gniew, lecz ton jej głosu
był nadto spokojny. - Byłyśmy przyjaciółkami, pamiętasz? Ufałam ci. Nie byłaś
sama. Miałaś mnie. A teraz nie masz nikogo.
Marię pierwszy raz dotknęły wyrzuty sumienia.
-Donieś na mnie na policje, albo zabij na miejscu. Proszę.
-Nie Mario. Zazdrość cie zniszczyła. Zasługujesz na to, aby z tym żyć.
- Łucja wstała i wybiegła.
Pomimo obietnic Łucji sprawa trafiła do sądu. Maria została uznana za niepoczytalną. Nie wytrzymała psychicznie. Przeżyła kilka prób samobójczych.
Ostatecznie wylądowała na oddziale psychiatrycznym.
Łucja natomiast żyła samotnie. Nie potrafiła już nikogo pokochać tak
jak Roberta. Dziewczyna samotnie znosiła żałobę do końca swych dni, a pochowano
ją z błękitnym pierścionkiem na serdecznym palcu, pod nazwiskiem "Łucja
Olkowska".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz